Existe una receta, muy fácil de hacer, para no perder la
sensación de la felicidad: basta con recordar siempre que el mundo nos
necesita. Esta idea se relaciona un poco con la publicación de la semana
pasada, ya que la mayor felicidad la conseguimos en el momento en el que le
damos la mano al prójimo cuando él la necesita. A veces esta ayuda pasa
desapercibida, pero incluso sin que nuestra aportación llegue a ser reconocida
por otros, nosotros lo sabemos. De cierta forma nos convertimos en los ángeles
de la guardia que, tras cada buena obra, florecen por dentro.
Niniejszy blog ma charakter dydaktyczny i powstaje w ramach zajęć "Twórcze pisanie. Praca z blogiem" prowadzonych w Instytucie Filologii Romańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Autorem bloga jest student wcielający się w wybraną, nieistniejącą postać z życia społecznego, a publikowane tu treści są całkowicie fikcyjne i nie odzwierciedlają prawdziwych poglądów autora ani koordynatora zajęć.
poniedziałek, 26 listopada 2018
wtorek, 20 listopada 2018
Życzliwym być :)
Moi mili,
czuję się w obowiązku, żeby Was przeprosić... Na samym początku tej przygody obiecałem dzielić się z Wami wspomnieniami oraz refleksjami przywiezionymi z różnych zakątków świata, a tymczasem zasypuję Was jedynie moimi luźnymi przemyśleniami lub zasłyszanymi gdzieś historiami.
niedziela, 11 listopada 2018
Una lucha constante
Se dice que el mundo es como un libro. Si no viajas, estarás siempre en la primera página. Igual que llegar hasta el final de un buen libro, la mayor recompensa de viajar es regresar a casa. A veces toma un rato. O una respiración profunda. Pasa una hora. Y la siguiente. En otra ocasión, cinco horas. Seis. O diez. Pasan días y noches. Y a veces parece como si fueran semanas. Ahora imagina que estás volviendo a casa 123 años. Los polacos no tenían casa durante 123 años. Y ahora… han pasado 100 años desde el momento en el que la recuperaron. [fuente: Celebremos cien años de la recuperación de la independencia de Polonia]
poniedziałek, 5 listopada 2018
Powołanie...?
Siedział tak na ławce już którąś
godzinę z kolei. Zdążyło się ściemnić. Był jakby nieobecny. Cały czas przechadzał
się po krainie wspomnień, pochodzących głównie z dzieciństwa- to właśnie był
ich najlepszy moment. Później zaczynało się już „dorosłe” życie: różnica
poglądów, priorytetów, planów na przyszłość... nie raz się o to pokłócili.
On- młody i niedoświadczony-
zawsze marzył o podróżach. Wierzył, że to jest ścieżka, którą musi podążać, jeżeli
chce osiągnąć pełnię szczęścia. Ojciec wolał, żeby zajął się czymś konkretnym,
żeby miał fach w ręku, a najlepiej gdyby mógł to połączyć ze służeniem innym.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)