poniedziałek, 5 listopada 2018

Powołanie...?


Siedział tak na ławce już którąś godzinę z kolei. Zdążyło się ściemnić. Był jakby nieobecny. Cały czas przechadzał się po krainie wspomnień, pochodzących głównie z dzieciństwa- to właśnie był ich najlepszy moment. Później zaczynało się już „dorosłe” życie: różnica poglądów, priorytetów, planów na przyszłość... nie raz się o to pokłócili.

On- młody i niedoświadczony- zawsze marzył o podróżach. Wierzył, że to jest ścieżka, którą musi podążać, jeżeli chce osiągnąć pełnię szczęścia. Ojciec wolał, żeby zajął się czymś konkretnym, żeby miał fach w ręku, a najlepiej gdyby mógł to połączyć ze służeniem innym.

- Prawnik, lekarz, nauczyciel...? Może strażak?- ojciec dwoił się i troił, żeby tylko namówić syna do zapisania jakiegoś odpowiedzialnego rozdziału na kartach jego nieuchronnie upływającego życia. Ostatnie czego chciał to, żeby jego ukochany potomek przemierzał świat bez żadnego konkretnego celu, uważał to za stratę czasu.

Syn oczywiście dopiął swego i wyruszał w coraz to nowe przygody. Jego marzenia się spełniały, a bagaż doświadczeń powiększał, ale, niestety, jednocześnie cierpiała na tym jego więź z tatą. Coraz bardziej się od siebie oddalali...

Podczas jednej z wypraw dotarła do niego smutna wiadomość. Ojciec odszedł- tym razem nie na chwilę, nie w ramach kłótni- odszedł na zawsze. A on nawet nie miał szansy na ostatnie pożegnanie, nie mógł już poprosić go o wybaczenie ani powiedzieć, jak bardzo go kochał. Zadręczał się tylko tym, że tak naprawdę otrzymywał taką szansę każdego dnia, przez wiele lat, jeszcze za życia taty. Był jednak zbyt dumny- a może kierowała nim zwykła nieświadomość- żeby samemu zrobić pierwszy krok i odzyskać utracone piękno, jakie istnieje między ojcem a synem.

Wtedy też, niespodziewanie, zrodziła się w nim myśl, jak połączyć swoje marzenia z marzeniami ojca, w jaki sposób podróżować, a jednocześnie móc służyć innym sercem i umysłem.

Dopiero po latach, już jako kapłan, odnalazł w rodzinnym domu list napisany do niego przez ojca. Nigdy nie został wysłany, zabrakło na to czasu... Ojciec przepraszał w nim za to, że nie potrafił cieszyć się razem z synem jego wielkim szczęściem, bez względu na to, gdzie znajdowało się jego źródło. Chciał odbudować tę utraconą przed laty więź, wciąż wierzył, że jest to możliwe. Gdyby tylko obaj wiedzieli, że czas nie jest im dany na zawsze... czy postąpiliby inaczej?

Wiemy o tym przecież wszyscy, a jednak wciąż popełniamy te same błędy. O ileż byłoby cudowniej, gdybyśmy zawsze kończyli dzień w zgodzie zamiast w milczeniu czy gniewie... Zaprzątamy sobie głowy tak trywialnymi sprawami, nieustannie za czymś gonimy, a pamięć o tych, którzy oddaliby za nas wszystko, zostaje daleko w tyle.


Jak to zwykle w bajkach bywa, każda musi mieć jakiś morał, jakieś przesłanie. Tyle tylko, że to nie jest zwykła opowieść... To właśnie moja historia. Historia, która męczy mnie po dziś dzień, ponieważ zbyt późno zrozumiałem swoje przeznaczenie, a przez to nie dane mi było nawiązać ponownie nici porozumienia z tym, którego zawsze kochałem, szanowałem i podziwiałem najbardziej- z moim tatą. Wystarczyło tak niewiele, aby diametralnie zmienić finał tej historii: jedno słowo lub jeden gest...


https://panama2019.pa/es/inicio/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz