Już tylko jeden dzień dzieli nas
od tej wspaniałej przygody, o której mówię Wam od samego początku istnienia En
el camino... Już za niecałe 24 godziny rozpoczną się Światowe Dni Młodzieży w
samym sercu Panamy, a także, miejmy nadzieję, w sercu każdego uczestnika,
również tego duchowego, który na bieżąco śledzić będzie wydarzenia z
jakiegokolwiek innego zakątka kuli ziemskiej.
Światowe Dni Młodzieży wydają się
być wyjątkową nagrodą za codzienne, nieustanne podejmowanie życiowych wyzwań i
trudów, jakiekolwiek by one nie były...
Wyzwania, nowe cele, pragnienia,
nieznane dotąd doświadczenia- wszystko to niesamowicie wzbogaca nasze dusze,
serca i umysły. Odkrywamy siebie codziennie na nowo. Światowe Dni Młodzieży stają
się zatem kolejną sprzyjającą ku temu okazją.
Nie mogę Was już dłużej trzymać w
niewiedzy... W końcu przyszedł czas na kontynuację myśli, którą pozostawiłem
niejako zawieszoną w ostatnim poście minionego roku... Otóż, kochani, w
panamskich Światowych Dniach Młodzieży uczestniczyć będę już tylko jako
pielgrzym, jeden z wielu, już na pewno nie jako kapłan...
Mam nadzieję, że będziecie w
stanie zrozumieć, a przynajmniej zaakceptować moje decyzje. Postanowiłem też
zmienić tymczasowo tryb życia, pojeździć trochę po świecie, spróbować poznać go
lepiej, a tym samym ludzi, którzy zamieszkują naprawdę najróżniejsze jego
zakątki. Oczywiście, nigdy nie są to łatwe decyzje, ponieważ łączą się z
rozłąką. Z rozłąką z tym, co już znane, być może kochane. Mimo to głęboko wierzę,
że czasami nabranie dystansu jest niezbędne, żeby ruszyć się z miejsca i otworzyć
się na to, co nadchodzi, na to, aby w końcu odkryć samego siebie. Być może tak
właśnie zmieniamy bieg naszego życia??? A być może i tak wrócimy do budowania
tego, co kiedyś, ale już z innym spojrzeniem, z bogatszym bagażem doświadczeń.
W tym właśnie tkwi piękno nieznanego, przyszłość naprawdę potrafi nieźle
zaskakiwać :)
Nie wiem, czy to co robię można
nazwać ucieczką... w pewnym sensie pewnie tak. Mam jednak nadzieję, że nie
odbierzecie mojej rezygnacji z posługi jako ucieczki tchórza. W moim przypadku
to nie był impuls, te myśli rodziły się we mnie stopniowo już od dłuższego
czasu, aż w końcu, jak bańka mydlana, wszystko pękło i teraz chcę spróbować
zbudować coś nowego...
Ale o co w ogóle chodzi... mówię
Wam teraz o tym wszystkim, abyście nie bali się grać va bank. Może właśnie
wtedy uda Wam się odnaleźć tę właściwą drogę do tak upragnionego szczęścia,
Waszego szczęścia! Potraktujcie też Światowe Dni Młodzieży jako okazję do
rozważań- nawet jeśli jesteście tysiące kilometrów od Panamy, główny przekaz i
tak ma szansę do Was trafić, jeśli tylko się na niego otworzycie.
Nie bójcie się już więcej,
kochani. Czasami to, co nowe i nieznane, bywa właśnie najpiękniejsze! :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz